KONCERT
Koncert
w Kopenhadze w 1979 roku był drugim i ostatnim razem, kiedy SBB
wystąpiło w Danii - pierwszym był festiwal w Roskilde rok
wcześniej. Sala była zapełniona, wszystkie miejsca siedzące
zajęte. Spóźnialscy stali pod ścianami i w drzwiach. Scenę
niedługo wcześniej przesunięto pod dłuższą ścianę
pomieszczenia, dzięki czemu więcej osób mogło być bliżej sceny.
Moja dziewczyna i ja siedzieliśmy w drugim rzędzie, trzy metry od
perkusji Piotrowskiego. Zupełnie inaczej niż te 50 metrów od sceny
w Roskilde. To było świetne miejsce do (pirackich) nagrań!
Zespół
pojawił się na scenie niemal punktualnie, o 10 wieczorem. Grali
naprawdę gorąco, od pierwszej nuty. Publiczność to pokochała -
wiele osób szaleńczo tańczyło. Było głośno (bardzo głośno),
ale dźwięk był bardzo wyraźny. Występ był bardzo energetyczny -
połowa to były zaaranżowane utwory, a druga połowa improwizacje.
Nie
było typowej przerwy w występie. Jerzy zeskoczył ze swojego stołka
lądując na ziemi podczas długiej solówki syntezatorów.
Józef i Apostolis mogli odpocząć, gdy Piotrowski wyciskał siódme
poty ze swoich bębnów w czasie długiego, doskonałego solo. Było
dobrze po północy gdy koncert się zakończył. Grupa pakowała z
całych sił przez dwie i pół godziny, ale publiczność nie mogła
i tak przestać klaskać i wołać: "S-B-B, S-B-B, S-B-B!". Udało się nam
wywołać ich na jeszcze jeden bis, po którym dopiero wyszliśmy w
nocne miasto, z naszymi głowami i ciałami wypełnionymi doskonałą
muzyką.
SBB
Wiosną 1978 roku pracowałem w sklepie płytowym w Kopenhadze, który specjalizował się w rocku progresywnym. I trafiła w nasze ręce pierwsza płyta SBB, nagrana na żywo w Stodole. LP był tak mocny i energetyczny, że sprowokował kilku z nas, by pojechać do Roskilde na festiwal i posłuchać ich na żywo. To jednak był zupełnie inny zespół na scenie niż ten, który znaliśmy z płyty. Od bycia interesującym, energetycznym rock-bandem rozwinęli własny, symfoniczny styl i mieli jasno obrany kierunek dalszych działań. Całkowita transformacja. Gdy zagrali "Walkin..." na dwie perkusje i syntezatory - to się nie mieściło nam w głowie.
Co najbardziej mi się spodobało w SBB to ich polskie, czy nawet śląskie brzmienie. W ich muzyce jest dusza ziemi z której pochodzą - niesamowita radość w czasach, gdy każdy zespół z Europy chciał brzmieć jak kolejny amerykański.
Interakcja między tymi trzema wyśmienitymi muzykami oraz piękne, wyraziste kompozycje powodowały, że SBB to było "coś innego". Nigdy nie słyszałem klawiszowca, który zmusiłby Minimooga do takiego łkania jak Józef, ani gitarzysty jak Apostolis, który wykonywał organiczne, często dość niekonwencjonalne solówki. Z swingującym, ale mocnym Piotrowskim na bębnach grupa była nie do pokonania.
Zaraz po festiwalu w Roskilde zaczęliśmy ściągać wszystkie płyty SBB do naszego sklepu.
(Przy okazji: Na początku Roskilde CD stage manager ogłasza, że to urodziny klawiszowca - zręcznie pomijając problemy z wypowiedzeniem jego nazwiska :) Dlatego "Sto lat" słychać delikatnie zanim zespół zaczyna grać).
Pozdrawiam, Skiold Frederiksen
Kopenhaga, 1 czerwca 2016 r.
Tłumaczenie Michał Wilczyński.